Po ostatniej publikacji SEOMoz’a, dotyczącej czynników wpływających na pozycje w Google, pojawiły się głosy, że Google używa danych z Facebook’a przy kształtowaniu rankingu. Nasiliły się one zwłaszcza po tym, jak Rand Fishkin z SEOMoz’a na konferencji SMX Advanced powiedział, że:
Facebook Shares were the top factor that correlated with high search engine rankings.
czyli, że strony, które posiadały shares na Facebooku, znajdowały się wysoko w wynikach wyszukiwania Google.
No i jak to bywa, szybko wyciągnięto „właściwe wnioski” – Rand Fishkin miał na myśli, i powiedział to wyraźnie, że istnieje duża korelacja. Korelacja. A nie, że Facebook wpływa na pozycję strony w Google 🙂
Potwierdził to szybko Matt mówiąc, jest to niemożliwe, ponieważ Facebook blokuje przez Google dane – Google może widzieć jedynie fan pages i tylko do nich ma dostęp.
No cóż, diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Wiele osób nie zwróciło uwagi na jedną rzecz – eksperci, którzy przygotowywali zestawienie czynników używanych przez Google do kształtowania się SERPów zauważyli, że większość stron, które znajdują się wysoko w Google, posiada dużo „shares”. A jest to przecież jedynie potwierdzenie tego, że … są to dobre strony, które użytkownicy lubią i dzieląc się z nimi na swoich tablicach sprawiają, że takie strony są popularne na Facebooku.
Jak dla mnie byłoby też bezsensownym, gdyby Google używał tego w swoim rankingu. Patrząc się na to, jak łatwo można znaleźć osoby, które coś „lubią”, wystarczy tylko trochę kasy i odpowiednia reklama, taki sposób wpływania na SERPy byłby niczym innym jak „kupowaniem sobie pozycji” – i mam nadzieję, że tak zostanie. A Facebook będzie „tylko” źródłem ruchu na stronie – pamiętajmy jednak, że ruch na stronie to jeden z elementów algorytmu wpływających na ranking – ewentualny taki wpływ Facebooka uważam już za całkiem normalny i do przyjęcia 🙂