Biznesowy geniusz Taylor Swift. Kevin Evers

Taylor kojarzę przede wszystkim z dwóch faktów. Piosenki „Blank space” oraz tego, że potrafi zapełnić stadiony ludźmi, dla których czas płynie wtedy bardzo wolno.

Co takiego się stało, że ta kobieta, a kiedyś mała dziewczynka, krok po kroku doszła do miejsca, w którym teraz się znajduje? Kiedy widzimy wokalistkę na scenie i wiwatujące tłumy, rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że dojście do tego momentu to nie była prosta sprawa.

Taylor od maleńkości chciała być wokalistką. Samodzielnie tworzyła treści, wszystko po to, aby stać się kiedyś (tak marzyła) znaną piosenkarką.

OK, miała łatwiej – wychowywała się w rodzinie, która nie należała do biednej i ściśle była związana z show-biznesem. Rodzina to jednak jedno. Cechy, takie jak umiejętność, zapał, pewność siebie i determinacja – to coś, co często zanika u dzieci z takich rodzin, dzieci, które mają wszystko, czego potrzebują.

Taylor była inna. Od samego początku dążyła do doskonałości i nie zadowalała się byle czym – była bardzo zmotywowana do tego, aby tworzyć piosenki, które znajdą uznanie w gronie jej przyszłych fanów.

A nie było to łatwe, ponieważ Talor szła pod prąd. To były czasy, gdy na rynku muzycznym dominowali mężczyźni. W dodatku była młoda, bardzo młoda. Ale to na niej nie robiło wrażenie. Jak mówiła: „Za każdym razem, gdy ktoś mi mówi, że czegoś nie potrafię, chcę robić tego więcej”. Czyż nie jest to cecha prawdziwego przedsiębiorcy?

To od cech przedsiębiorcy zależy to, czy firma odnosi sukces, czy porażkę. I nie liczy się tutaj sytuacja na rynku. Paradoksalnie to w gorszych czasach charyzmatyczni przedsiębiorcy odnoszą sukces – i nie płaczą, jak reszta rynku, bo wiedzą, że los jest w ich rękach. I to oni potrafią zbagatelizować wynik badania produktu w grupie focusowej, który nie znajduje uznania wśród jej członków. Badania rynku rzadko ujawniają nowe spostrzeżenia na temat tego, czego tak naprawdę chcą klienci. Dlaczego? Bo nauczyły one klientów, czego mogą się oni spodziewać. Wizjonerzy idą pod prąd.

Książka jest warta przeczytania jeszcze z paru innych powodów.

Mało osób posiada instynkt promocji. Wiele osób wychodzi z założenia, że dobry produkt sam się obroni. Taylor, jak dobry founder, wiedziała, że trzeba mieć nie tylko produkt, ale też zbudować na nim/wokół niego markę. I dlatego też utrzymywała bardzo bliski kontakt ze swoimi fanami – sukcesywnie, miesiąc po miesiącu, rok po roku, budując ich bazę. Potrafiła świetnie wykorzystać w tym procesie media społecznościowe, w których informowała na bieżąco swoich fanów, nad czym aktualnie pracuje.

A to wszystko w naturalny sposób, bez wywierania presji – była bardzo autentyczna. I to działało! Bardzo często zapominamy, że za sukcesem nie stoją pieniądze, ale ciężka praca. Praca, której jesteś wierny, praca, w której pokazujesz się jako osoba, która ma wartości, których się trzyma – niezależnie od tego, co dzieje się naokoło.

Mało osób na to stać – zwłaszcza dzisiaj, w dobie AI, gdzie większość ludzie nie ma skrupułów, aby generować w LLMach treści i wrzucać je „wszędzie” jako swoje przemyślenia.

To nie buduje marki.

Książka pokazuje też, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach, z którymi jako przedsiębiorcy też często się mierzymy. Taylor potrafiła porażkę przekuć w sukces – a to jest bardzo trudne.

Zachęcam Cię do przeczytania książki, którą znajdziesz w ofercie MT Biznes.

Jako recenzent wydawnictwa, mogę Ci w tym pomóc, oferując kupon, dzięki któremu nabędziesz ją „trochę w lepszych warunkach” niż oficjalna cena.

Jeżeli będziesz chcieć z niego skorzystać, odezwij się do mnie 🙂

PS

Dziękuję wydawnictwu MT Biznes za możliwość zapoznania się z książką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *